Zabierałam się do zrobienia tego scrapa rok. To chyba jakiś mój osobisty rekord, więc należy mu się kilka słów wstępu. Od kilku lat, na 11 listopada, mój tato piecze gęś. W myśl powiedzenia, że "na świętego Marcina najlepsza gęsina". Przywiązuję się powoli do tej tradycji. Kiedy w tym roku okazało się, że gęsi z pieca może nie być, poczułam lekką panikę. Czyżby to mój lekko olewczy stosunek zagroził rodzinnej tradycji? Pod koniec listopada zeszłego roku dostałam od taty maila z prośbą o zrobienie scrapa. W załączeniu znalazłam twarzowe zdjęcia z drobiem pod pachą. I ja, dziecko wyrodne, zamiast się cieszyć, że rodziciel wyraził zainteresowanie moim hobby i scrapnąć coś tego samego dnia, szukałam motywacji przez rok! Rok przeleciał, a wraz ze zbliżającym się kolejnym 11 listopada zaczęłam odczuwać wyrzuty sumienia. Zebrałam się więc w sobie i postanowiłam, że na tegoroczny gąskowy obiad po prostu muszę przywieźć scrapa. Udało się. Tradycja została uratowana!
papier: SODAliciousdodatki: SODAlicious, ILS, Dekoracyjna Taśma, ATD, akwarele
LOs powstał w towarzystwie i dzięki wsparciu mojej kolejnej scrapowej "ofiary". Pamiętacie 10kg przydasi, które dostałam w prezencie --->klik? To właśnie na Anię, która zrobiła mi tę niespodziankę, wypadła kolejna edycja "scrapowania pod przymusem".
Nie był to jej debiut, już kiedyś stworzyła album. Do zrobienia go zakupiła cały karton skarbów, który mi potem przysłała. Ekonomicznie prawda? :) Nie wiem czy teraz nie będzie domagać się zwrotu, bo scrapowało nam się razem bardzo dobrze, więc kto wie jakie będą tego konsekwencje. Zwłaszcza, że efekt też wyszedł bardzo miły.
u. >I<








